martes, 19 de abril de 2016

EWA SONNENBERG [18.481]


EWA SONNENBERG

Nacida en 1967 - Poeta polaca, pianista, profesora.
Poemas traducidos al Inglés, francés, español, alemán, sueco, turco, ruso, húngaro, esloveno, eslovaco, checo, Serbia, Macedonia, Bosnia, Italia, Ucrania. 

Publicaciones: 

Hazard” (Wrocław, 1995), „Kraina tysiąca notesów” (Dzierżoniów, 1997), „Planeta” (Katowice, 1997), „Smycz” (Wrocław, 2000), „Płonący tramwaj” (Kraków, 2001), „Lekcja zachwytu” (Kraków, 2005), „Pisane na piasku/Written on send” (Kraków, wyd. Ha –art., 2007), w angielskim przekładzie Katarzyny Jakubiak, „Rok Ognistego Smoka” (Kraków, 2009), „Wiersze zebrane” (Wrocław 2014, Biblioteka Rity Baum).  Ukazała się również książeczka „Paź królowej. Bajka dla zakochanych” (Kraków, 2006) oraz „Encyklopedia szaleńca” (Wrocław, 2006, w bibliotece „Rity Baum”). W 2006 ukazał się wybór wierszy „Imperium łzy” w Belgradzie w tłumaczeniu Biserki Rajcic. W 2009 ukazał się wybór wierszy „ Spowiedź” w Skopi w tłumaczeniu Risto Jaceva. Stypendystka Kultury Niezależnej w Paryżu, dwukrotna stypendystka (2001, 2008) Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Za tomik „Hazard” otrzymałam nagrodę im. Georga Trakla (1996), 2008 Nagrodę dla najlepszego poety festiwalu Ilinden/Skopie, Macedonia, 2012 Nagrodę Czterech Kolumn za całokształt twórczości. Wiersze prezentowane w wielu antologiach m.in. Rosyjskiej: „Polskie poetki”, Petersburg, 2002 Szwedzkiej: „17 Polskich poetów” Sztokholm, 2003, „Jag i forsta och sista person/Poetki polskie”, Sztokholm, 2008. Słoweńskiej: „Akslom poljska nazaj”, Ljubljana, 2005, Amerykańskiej: „New European Poetry”, Graywolf Press, Saint Paul, Minnesota, 2008. Serbskiej: „International Writers Colony. Cortanowci”, Serbia Literary Society, Belgrad 2008, Hinduskiej: „Aria“ translations by Sudeep Sen, Yeti Books&Monsoon Editions, Mulfran Press, India, England 2009 , Niemieckiej: „Das Unsichtbare Lieben. Anthologie polnischer Lyric“, K.Gutke Verlag, Köln, 1998, Artur Becker, „Ein Kiosk mit elf Millionen Nachten“, Stint, Bremen 2008. Rosyjskiej: “ Było, jest, będzie” ( Collection wierszy polskich poetów) , Wahazar, Moscow, 2009. , Hiszpańska: “Poesia a Contragolpe”, Antologia Polskiej Współczesnej Poezji (1960 – 1980) pod redakcją Abel Murcia, Gerardo Beltran, Xavier Farre, Prensas Universitaires de Zaragoza, 2012 , Serbska: “Moi poeci XX wieku” w tłumaczeniu Biserki Rajcic, Belgrad, Treci Trg, 2012,  Tureckiej z okazji Festiwalu poetyckiego , “Wiersz Istambułu. Poeci Świata”, Istambuł 2013, Amerykańskiej: “With our eyes wide open”, West End Press, Albuquerque New Mexico 2014. Hiszpańska: “El cerezo crece...” Uniwersytet w Grenadzie, redakcja: Joelle Guatelli- Tedeschi, Grenada 2015. Prezentacja wierszy z tomu „Wiersze zebrane”  w języku włoskim na blogu Paolo Statuti: www.musashop.wordpress.com.. Wiersze ukazywały się w pismach za granicą: „Literaturkreis Lichtungen” (Graz, 1996), „Nagy Vilag” (Budapeszt, 2002), „Gulf Coast” (USA, 2003), „ Lyrikvannen” (Sztokholm, 2003), „Poesie” (Paryż, 2004), „Romboid” (Bratysława, 2004), „Apokalipsa” (Ljubljana, 2004),  „Lyric” (USA, 2005), „Apokalipsa” (Ljubliana, 2006), „Polityka” (Belgrad, 2007), „Treci trg” (Belgrad, 2007), „Blesok” no. 54 (Macedonia, 2007), „Heviz” (Budapeszt, 2007) „Treci trg” (Belgrad 2008). W „OEI” (Sztokholm, 2008) ukazał się mój artykuł o poezji.  Ostatnio ukazały się wiersze w piśmie „Nuovi Argomenti” we Włoszech (2014) i  w Waxwing Magazine w USA (issue V – spring 2015) . Wiersze były publikowane na portalach internetowych: PKP Zin, Helikopter, sZAFa.






ERÓTICO

Eres la más bella nevera en la que meto
fresas frambuesas judías y guisantes

Eres la chaqueta peor cortada
en el mapa de este país comprada en las rebajas

Eres la impresora láser hewlett-packard más moderna
imprimiendo escandalosos fragmentos de la vida de místicos frustrados

Eres la mejor calefacción en todos los pisos del mundo

Eres el frasco de perfume más caro de los Champs-Elysées

Eres un perfecto aparato technics para reproducir
la Inconclusa de Schubert o la Del destino de Beethoven

Eres el arco iris más grande en el cielo de París

Eres un alucinante concorde con una aceleración de otro mundo

Eres la pepita más dura en la jugosa pulpa de borgoña

Eres el máximo nivel de incremento demográfico a escala cósmica

Eres el picaporte más bonito de la ciudad

Eres todos los reyes y reinas al mismo tiempo

Eres una partida de ajedrez sin jugar durante el campeonato del mundo

Eres un piano desafinado en el consultorio del psiquiatra

Eres un escaparate de moda en el centro de Londres y de las miradas

Eres la entrada más elegante a un hotel de toda la cadena Hilton

Eres la página más resbaladiza de Vogue

Eres el tenedorcito más valioso en un convite

Eres el índice de materias más interesante consultado unos minutos

Eres la vacuna más eficiente contra la rabia y la gripe

Eres tan serio como la Torre de Londres

Eres tan dulce como un terrón de azúcar

Eres el rascacielos más grande y más alto de Nueva York



Pertenece al volumen Poesía a contragolpe. Antología de poesía polaca contemporánea (autores nacidos entre 1960 y 1980), con la selección y traducción y selección de Abel Murcia, Gerardo Beltrán y Xavier Farré. El libro fue publicado en las Presas Universitarias de Zaragoza.






Nieobliczalni

Przyjacielu to sprawa między mną a tobą
Wyłuskiwanie światła z dna trudnego
Stopy lekko unoszą się nad ziemią
To znaczy że jesteś gdzieś blisko
Moje ciało odgaduje twoją obecność
Nikt nie ma wstępu do naszego współodczuwania
Jest w nas niewyobrażalna cisza
Jakby wszyscy wokół chodzili na palcach
To nie polega na zrozumieniu ale na odczuciu
Wyobraź sobie kamień który mówi słyszy i czuje
Wyobraź sobie skałę która kocha i nienawidzi
Wyobraź sobie nasze spotkanie
Nasze przeczucia są identyczne jakbyśmy dotykali się myślami

Przyjacielu za każdym razem cię zdobywam
Poszukuję odnajduję tracę
Odkrywając że miłość oznacza coś więcej niż bliskość
Nie oglądając się na porę i okoliczności wychodzę ci naprzeciw
W rękach przesypuje się piasek spod twoich stóp
To czas który przekonał nas do siebie
Teraz już wiemy że zdążymy
Nasza walka była potężna jak echo rozwścieczonego nieba
Zdobyliśmy więcej niż może odczuć ciało
Blizny są tylko przypomnieniem tego co upodabniało nas do siebie
Jakbyśmy zmierzali do tego samego celu
Rozpoznając nie będziemy pragnąć rozpoznanego
Odczuwając nie będziemy spełnieniem odczuwanego

Przyjacielu kim są nasze serca?
Te lodowe jaskinie w których ukryliśmy żar naszych imion
Ośnieżone i nie do zdobycia jak szczyty gór przesłonięte chmurami
W kosmosie to zaledwie punkt najjaśniejszy z wszystkich gwiazd
Niedostrzegalna wzajemność okrutna i piękna
Dzieciństwo poprzez które zauważyliśmy siebie
Dzieciństwo które nauczyło nas rozpoznawać swoje ślady
Kiedy opadnie z nas delikatna zasłona odsłonimy swoje twarze
Ktoś z nas będzie miał skrzydła
Ktoś z nas będzie miał bose stopy
Podarujemy sobie gwiazdozbiór który chroni
Podarujemy sobie pory roku które uniosą ciężar wiadomego

Przyjacielu gdy jesteś drzewem wiem jak pachną twoje liście
Gdy jesteś deszczem kosztuję smak każdej kropli
Gdy jesteś ptakiem rozwijam skrzydła
Gdy jesteś ogniem karmię cię z ręki płomieniem
Gdy jesteś wiatrem czekam aż skruszysz we mnie kamień
Gdy jesteś człowiekiem milczę 

Lipiec 2005



KTO UKRYWA SIĘ W LEKTYCE Z PIASKU?

za krótko istnieję?
wolność:
słyszę szum oceanu w moich żyłach
słyszysz swoje imię brzmi jak burza piaskowa
jesteś beduinką
twoje nagie piersi wtórują nagim piaskom
oczy nieba płoną ogniem
wystawione na śmiertelny cios
wyrwali mi ciebie z nieustannego uścisku
krzyk tej rany poruszy niebo i ziemię  
pieśni twojego cierpienia i okrzyki nienawiści
prześlę ci ptaki modlitwy nikt nie zna jej słów
weź moje Ja
zasłona między mną a tajemnicą została zerwana 
będę deszczem meteorów który wykrwawia ręce moich posłańców
serce przestanie być ciałem i stanie się ogniem
razem z twoim krzykiem pochłonie cię by być z tobą jednym
czas ludzi zniknie szybciej niż twoja łza na policzku
nikt nie przypuszczał że będziesz tańczyć na rozżarzonych nożach
taniec jest skutkiem przyczyną musiałbym zniszczyć świat
ból i okrucieństwo jest niczym wobec naszej miłości
nie wystarczy ci pamięć 
tam gdzie to jest kończy się pamięć
i nic się nie zaczyna, ty moja beduinko….

Ewa Sonnenberg, 20.09.2009 




PRZESŁANIE Z KTÓRYM PRZYCHODZIMY NA ŚWIAT

Pobądź chwilę ze mną w imieniu kogoś kogo kocham ponad ludzką miarę
Dreszcz jakby ktoś trzymał mnie w nieustannym uścisku walki
Nie znam śmierci ani życia cień Boga na mojej twarzy jak szept:
Lękam się że miłość do człowieka przesłoni mi Ciebie
Pamiętam przysięgę groźne nieugięte oddanie się temu
W  tembrze głosu można było zrywać kwiaty ognia
Obracać w popiół znikomość i małość by bliżej było do    
W tych rękach uderzających rytm przysięgi wzniecano miłość
Spojrzenie Boga dzielące niebo na dwie połowy

Pozwolimy się okiełznać by wynaleźć nową dzikość i nieoswojenie
Nikt nie przekroczy tej granicy niebezpieczeństwa by zbliżyć się do nas
Nikt nie ogarnie nas słowami by w wypowiedzianym oddalić przeznaczenie 
Co zostawiliśmy sobie z naszych obecności staje się tylko echem:     
„ gdy jest ci źle zobacz swoją twarz w ostrzu noża”
Nigdy się nie poddamy nawet umierając będziemy tańczyć z ogniem

Zobaczyłam w nim jednego z nich to samo szaleństwo pragnienia
Nieobliczalne groźne niebezpieczne śmiercionośne przerażające
To nic że pochodził z innego narodu i nosił imię w języku który jest mi wrogim
Zobaczyłam w nim tę samą przystań co w tamtych przyjaźniach do ostatniego tchu
Do ostatniego niewypowiedzianego słowa bo nie ma słów na to co odczuwamy
Bo nie ma takich słów poza uczuciem które przebyłoby tę drogę do nieba
Te brzegi o które rozbija się szaleńczy ból za nieodgadnionym „o czym marzysz?”
To pytanie przyłapało cię na gorącym uczynku że będąc mężczyzną
Marzysz i płaczesz że będąc wojownikiem Spełnionych Snów
Twoje serce podzielone jest na Niebo i Ziemię

Maj/Czerwiec 2009



Obraz

Istniał kiedyś obraz pewnej dziewczyny
Nie wiem dlaczego ale budził w ludziach nienawiść 
Odrzucony tajemniczy małomówny był jakby z innego świata
Tym bardziej prowokował i wywoływał wrogość
Wypowiadano o nim wiele złych i nieprawdziwych słów
Był tak znienawidzony że postanowiono go zniszczyć 
Próbowano różnych sposobów mniej lub bardziej okrutnych
Bez jakichkolwiek skrupułów rozszarpano go w strzępy
Została sama rama i pusta pełna grozy przestrzeń
Naraz ku ich zaskoczeniu i przerażeniu pojawił się nowy obraz
Oddalony od tego pierwszego o tak wielką odległość
Że żaden człowiek nie mógł jej przebyć by go dosięgnąć
Skazani teraz byli na obcowanie z odległą podobizną
Z tą różnicą że tamten obraz był malowany ludzką ręką
Ten nowy Ręką kogoś nadludzkiego
Zrozumieli że niszcząc ten pierwszy obraz
Zniszczyli coś co ich dotyczyło i co sami stworzyli
Zrozumieli też że nie można zniszczyć tego co jest prawdziwe 
Bo nie ma nic wspólnego z ludźmi
Tym bardziej poczuli co uczynili  




Motyl

Byłem kiedyś mandarynem
Uczonym rozkochanym w literaturze
Posyłałem do odległej krainy łez liście herbaty i swoje wiersze
Nigdy nie otrzymałem odpowiedzi
Wiedziałem o istnieniu dobrych i złych duchów
Znałem ich zwyczaje i język
Wiedziałem również, że istnieje Ktoś, kogo można nazwać Bogiem
I o Drodze tej jednej jedynej, którą warto iść
Kaligrafowałem słowa: gwiazda i wieczność
Aby napisać ich najdoskonalszą formę zajęło mi to całe życie
Kochałem wiele razy choć tak naprawdę
Kochałem tylko raz w życiu
I byłem chory z miłości i z miłości
Nigdy nie powiedziałem o swoim uczuciu
Kilka razy byłem nieostrożny
Lekceważąc lęk i strach przedostawałem się na drugą stronę
Cierpiałem jak każdy mając na uwadze słowa:
Nic nie jest ważne w obliczu Boga
W obliczu Boga nie ma okoliczności usprawiedliwiających.

Ewa Sonnenberg




Wojownik perski
Dla Mouny

Jak każdy wojownik znał cenę prawdy
Chodził jak po ostrzu noża dorastając do siły swojej wiary  
By nocą odczuwać jej nieziemski wymiar
W spojrzeniu miecza odbijał światło księżyca
Na mieczu połyskiwał napis:
„W imię Boga i Miłości”
Jego miecz krył w sobie wiele tajemnic
Słodkie odczucie lęku zamienione w brawurową odwagę
Każda walka była dla niego jak pisanie wiersza
Metafizyczna wojna w obronie świętych słów
I przychodzili mu z pomocą aniołowie
Anioł Zemsty był jego przyjacielem
Z pustynnym wiatrem pojawiali się sprzymierzeńcy
I znów zaczynał swoją walkę podobny do tygrysa
Stając twarzą w twarz z niebezpieczeństwem
Jego śniada i napięta skóra były jak modlitwa
W każdej bitwie był sobą bezlitosny dla kłamliwego wroga
Znał słabość w rękach przed wymierzeniem ostatecznego ciosu
A jego cios był tak celny jakby przebijał spadający płatek róży
Między jedną bitwą a drugą słuchał muzyki i pisał miłosne wiersze
Bo kochał czarnowłosą o delikatnym głosie
Gdy zbliżała się do niego wokół pachniało piżmem
To dla niej odkrył w sobie delikatność
To dla niej bywał słaby i czuły
Wiedział że tylko ci którzy bywają słabi potrafią być silni
I płakał znając historię każdej swojej blizny 


Kraków, luty 2005




Noc

Wydostawała się z kryształu chłodu
Dotykając stopami każdą grudkę zamarzniętej ziemi
Powietrze pachniało śniegiem jakby w pobliżu były anioły
Wybiegła z ciemności w bezlistne zwierzenia drzew
Wybiegła na spotkanie dziwnej tęsknocie zapatrzonej w dal
Od nowa pokochałam słowa
A słowa budowały dla mnie nowy dom
Maleńką łąką biegła cyganka z dzieckiem
Jakby to dziecko wykradła losowi: ze świata złudzeń do świata marzeń
Chcąc je uchronić od nieuniknionego przytulała do piersi
Wokół niej drżało powietrze jakby przebudzone
Jak lustro wody poruszone nieznajomym wizerunkiem
Jej uderzenia stopami o ziemię były jak krzyk
Jak wołanie do wszystkich korzeni drzew
Jakby tańczyła z tajemniczym światem
Czy był to taniec na płatku róży?
Nadsłuchiwałam czy na jej stopach brzęczą dzwoneczki
Przez skórę czułam jak dotykam ją wzrokiem
Przyjmowałam jej obecność jak dar
Ujrzenie tego, co wydaje się nierealne
I było w tym jakieś szaleństwo
Jakbyśmy tylko my pozostały na świecie
Przez chwilę byłyśmy niewidzialną stroną księżyca
Przez chwilę zatrzymał się czas i ujawnił jej twarz
Ile dróg przemierzyła zanim się zobaczyłyśmy?
Ile nieznajomych drogowskazów napotkała?
Poczułam jak nierzeczywiste pochłania nas obie
Ona która wciąż biegła i ja która ją zauważyła
Samotność tej chwili i jednoczesność naszego spotkania
Byłyśmy jak niema modlitwa
Jakbyśmy uchwyciły to, co najważniejsze
W tej ciemnej pustce, w której natura przerasta to, co ludzkie
Trwałyśmy bez przeznaczenia, bez wieku, bez imion



***

Chciał zemsty
Ale usłyszał: nie dodawaj wody do wezbranej rzeki
Chciał żeby kamienie tak głośno krzyknęły by runęły domy
Ale usłyszał: dlaczego zakłócasz spokój kamieniom zamiast sam krzyknąć
Chciał kary dla tego miasta
Ale usłyszał: karą jest to że to miasto wciąż istnieje
Chciał żeby to miasto spłonęło
Ale usłyszał: ogień jest święty i płonie tylko w tobie



Życzenia

Nie pora jeszcze na mówienie
szeptem pozwólmy mu biec za sobą
aż zmęczy się i zaśnie w naszych ustach
a my zostaniemy jego snem

Nie czas jeszcze na powiedzenie
prawdy dajmy jej wolną rękę
niech wybiera to co dla niej najlepsze
prędzej czy później przytuli nas do siebie

Nie jeszcze nie teraz
to słowo musi poczekać
nabrać sił i stać się częścią ciszy 
tej co czuwa nad nami



INTYMNOŚĆ ZGODY NA SIEBIE W TOBIE

Pukasz do okna mojego ciała
Okna mojego ciała przesłaniają ciemne żaluzje
Nie dochodzi do mnie światło dzienne
Nikt nigdy mnie nie widział jaka jestem
Wewnątrz siebie słyszę przepowiednie

Okna mojego ciała wypełnia niebo
Nie wiem czym jest grunt pod stopami 
Tylko kamień rozkwitający z niedotykania
Okna są zbyt wysoko by ktokolwiek do nich sięgnął
Wewnątrz siebie widzę walki między aniołami

W oknach mojego ciała kwitną kwiaty  
Nikt ich nie zauważa bo są przezroczyste
Rysują we mnie sekretną symbiozę piękna z osobnością
Sekretna mapa szczegółów zakorzeniona na innej planecie 
Wewnątrz siebie widzi jak na kwiatach tańczy słońce

Pukasz do okien mojego ciała
Ale światło wokół jest bezlitosne
Nieruchoma stoję przed wyborem: 
Stąd – dotąd
Albo nieskończoność zamknięta we mnie



To dopiero początek

Nie wiem dlaczego piszę
Nawet nie wiem w jakim języku
Niby lekcje dzieciństwa
Ale ukrywa się w nim coś innego
Niewidzialne postacie ze słońcami na ramionach
Księżyce zamienione w koła jakiegoś pojazdu 
Ptaki jak żołnierze z bronią swoich skrzydeł
Jakiś lament zmarłej przed bramą piekła
Jakaś modlitwa niewinnego przed egzekucją

Nie wiem z której strony świata to nadchodzi
Nie wiem dokąd idzie
Czy powraca?
Słowa mnie przerażają
Tajemnica przed którą padam na kolana
Kto to zrozumie?

Nie wiem dlaczego jestem im wierna
Wypędzona z człowieka
Słyszę o czym mówią przedmioty
Te wiersze które się piszą z wiatrem
Na pustym polu zawieram pakt z kamieniem

Nie wiem dlaczego nazywają mnie poetą
To tylko wiedza słowa
Coś co przychodzi gdy wszystko ci odbiorą
Przegrana człowieka i zwycięstwo kosmosu
Siła która pozostanie gdy już nie będzie ludzi


***

Wydoroślałeś nie wiesz kiedy

Wydoroślałeś: duma z siwych włosów
Jakby księżyc przytulił cię do siebie

Wydoroślałeś wyszedłeś z ukrycia
I zobaczyłeś swój życiorys w całości

A potem usłyszałeś że masz coś ważnego powiedzieć
Wydoroślałeś – milczysz

Woła mnie błyskawica
Czy będę wolny gdy spojrzę w jej serce?

Czy zdążę przed złaknionym duszy zmierzchem?

Czy potrafię być z ciała?

W każdej błyskawicy walczą o niego dwa światy

Odważysz się z nim spotkać?

Ktoś mówi: będziesz płakać

A błyskawica odpowiada:
Jak mam płakać gdy nie mam oczu

Jest dla niego czymś więcej niż miłością
Na jakiś czas śmierć przestaje istnieć

Małe ziarenko ryżu na którym jest napisane:
Mój głos jest głosem z innego świata 









-

No hay comentarios:

Publicar un comentario en la entrada