lunes, 24 de octubre de 2016

MAGDALENA GAŁKOWSKA [19.355]


Magdalena Gałkowska

Magdalena Gałkowska (Nacida el 3 de mayo de 1975 en Poznan) - Poeta polaca. Ganadora de la decimocuarta edición del Concurso Nacional de Poesía Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego im. del Jack Berezin (2008) y XIV Tychy invierno Poesía (2014). 

Ha publicado en varias revistas literarias, incluyendo en el Odrze, Pograniczach, Pro Arte, Tyglu Kultury, Kozimrynku, Czasie Arteriach, Zamoyski del general y Helena Modjeska en Poznan. Junto con James Sajkowskim es organizadora de la serie de encuentros de poesía en Poznan, incluyendo con Teresa Radziewicz, Edward Pasewicz si Maciej Gierszewskim.

Premios 

laureatka XIV edycji OKP im. Jacka Bierezina (2008) [1]
III nagroda w Turnieju Jednego Wiersza o Czekan Jacka Bierezina (2011)
laureatka XIV edycji OKP "Tyska Zima Poetycka" (2014)

Poesía 

Fabryka tanich butów (Łódź, Kwadratura 2009 )
Toca (Gniezno, Zeszyty Poetyckie 2012)
Fantom (Tychy, Teatr Mały 2014)

Antologías

Solistki. Antologia poezji kobiet 1989-2009 (Warszawa, Staromiejski Dom Kultury 2009 )
Dzikie dzieci. Antologia laureatów konkursu im. Jacka Bierezina (Łodź, Dom Literatury, Stowarzyszenie Pisarzy Polskich Oddział w Łodzi 2014) - red. Zdzisław Jaskuła , Andrzej Strąk



A RH+

y si aún no has devuelto todo
y no tienes marcas arañadas en el cuerpo.
y si la noche duele y no se puede robar
o pegar al cristal los labios.
eso se espesa, gira como la sangre.
tienes una alternativa que corta la respiración.
y no estarás solo. no
sabrás por qué, únicamente cómo.
y si eliges, grita.
vendré a lamer las heridas.


A RH+

a jeśli nie oddałeś jeszcze wszystkiego
i nie masz znamion, wydrapanych na ciele.
jeśli noc boli i nie można kraść
albo przywierać ustami do szkła.
to gęstnieje, krąży jak krew.
masz wybór, który zabiera oddech.
i nie będziesz sam. nie będziesz
wiedział dlaczego, tylko jak.
a jeśli wybierzesz, krzycz.
przyjdę lizać rany.


de Fábrica de calzado barato / Fabryka tanich butów, 
Łódź, Kwadratura 2009
Traducción de Abel Murcia






Magdalena Gałkowska, ur. 1975. Publikowała m. in. w „Odrze”, „Pograniczach”, „Pro Arte” i „Tyglu Kultury”. Wyróżniona w kilku konkursach literackich. Laureatka nagrody głównej XIV Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego im. Jacka Bierezina w 2008 roku. Przygotowuje do druku swój debiutancki tom wierszy „Fabryka Tanich Butów”. Mieszka i pracuje w Poznaniu.


stygmaty

módl się – mówiła matka. dobry mąż,
zdrowe dzieci, wino własnej produkcji.
ściągany przez rurkę mętny płyn,
brałam do ust. grzesząc uczyłam się przełykać.

masz w sobie światło – szeptałeś, a we mnie
oszalałe ptaki biły skrzydłami o szyby.
mam obtarte nadgarstki i kocham ten ból,
wyssany z palca nieznany smak.

nosimy w sobie boski pierwiastek. napisany
pod dyktando bezbłędny harmonogram zdarzeń, 
bunt i sofię nabitą w butelkę. w naszym języku 
gwoździe przemieniają metal w krew.



wróble

nie tracisz ostrości, bo to tylko film,
urwany jak historia nad Tamizą.
do piątku nie pijesz, obiecałeś żałobę
bardziej sobie niż tym, co nie będą wracać.

bez nocy na kwasie i balonów nad miastem,
z poranną kawą w tekturowym kubku,
parujesz wszystkie ciosy i opuszczasz miejsca,
które można zobaczyć z dachu kamienicy.

mógłbyś rzucić wszystko jak kostkę w tej grze,
zwiększyć dystans i czekać, aż zostanie za progiem
żar z papierosa, co podpali trawnik,
pospolite ruszenie szarych jak dym wróbli.



boysband

"baby I don't understand just why we can't be lovers?"
N'Sync

matka ostrzega, mówi, że poetki to suki, 
wszystko przerobią na wiersz i zostaniesz synku
odpadem z produkcji. zamiast serca
mają twarde dyski pełne plików, metafor

na każdą okazję. niewinni chłopcy są potrzebni
jak Alka Seltzer: wchodzą w reakcję
z odrobiną wilgoci, musują i łapczywie połykani
kończą jako osad na dnie. leczą

kaca po nieudanych próbach.



litania

matko boska z t-shirtu dziewczyny
w pociągu, módl się za nami jedno 
miasto. przed nami kolejny szkic
w notatniku, zarys twarzy, złudzenie

w plastikowych oknach falowca, w ciszy
módl się za nami. królowo skosztowanych 
owoców. przyczyń się za nami, którzy 
uciekamy, byśmy byli ostatni.



luz y entendimiento*

jestem tym, czego szukam, czego nie chcę
znaleźć. mogłabym uzdrawiać dotykiem
jak meksykańskie brujas kuchennym nożem
rozciąć klatkę, wyciągnąć i naprawić

zepsute serce. o ósmej rano budzi mnie
natrętna myśl o tym, ile dzisiaj stracę 
mililitrów, gramów? mogłabym uzdrawiać 
słowem,jak niemieccy poeci, albo włoscy

święci. przychodzą, odchodzą i tak jest
od zawsze. od dziecka bawię się
kuchennym nożem filetuję drób, nie jadam
ryb, pamiętasz? nienawidzę ryb. 

* hiszp. światło i pojmowanie



mam twarz Grzegorza Ciechowskiego

a mogłabym wyglądać jak dziewczyna
z naprzeciwka, z nieścieralną warstwą
skupionych poranków przed lustrem. 
nauczyć się, że barwy wojenne, to dzisiaj

tylko agresywnie zorientowane kosmetyki.
wygląda na przekonaną, że wszystko jest proste,
jak jej rzut oka na trzymaną przeze mnie

książkę. czytam wiersze laleczko, czasem
nawet je piszę, nakładam warstwa po warstwie
z nie mniejszą wprawą, bo nie godzę się na to,
że różnimy się jedynie rodzajami masek.


ostatni list Vivienne Eliot do męża

piszę uważnie i panuję nad sobą, 
mam wszystko, czego mi nie potrzeba
jeśli chodzi o twój umysł Tom, to ja 
jestem twoim umysłem, ta wiedza
narzuca wzór i fałszuje, gdyż schemat jest

nowy w każdej chwili. mieszka tutaj strach,
o którym się nie mówi, więc pieprz mnie
Tom i to moje pisanie tak, jak nigdy
tego nie umiałeś. twój bóg to tylko próba
ucieczki, personifikacja panicznego lęku.

nie potrafię wczytać się w stare słowa,
potrzeba nowych, nietkniętych czasem. nawet
jeżeli jesteś tym, który potrafi nazwać
wszystko, śmierdzisz jak inni, jak równy
z równym spotkamy się jeszcze. poza kratami

w oknach psychiatryków istnieją twarze
z wymalowanym życiem, permanentny makijaż 
- efekt wprawnej ręki tanatoplastyka.


wiersz dla ministra Gowina

internetowe sklepy pełne są takich
gadżetów. dla nie do końca jasnych
panienek, fanek gazowych piecyków,
jestem poetką tradycyjną. doskonale

znam swoje miejsce. z dala od kuchenki
palę, piszę, a tyłek nadstawiam jedynie 
tym, którzy wydają się być choć trochę
interesujący. zbieg okoliczności, to wszystko

z nieuświadomionego do tej chwili braku
męża i tradycyjnego podejścia do roli;
dorastam z wiekiem. wracam po czterech
dniach, po nocach grzebię w żarze

pomiędzy nogami kochanków. nazwijmy to
po imieniu: Magdalena,
lat trzydzieści siedem,
nieustannie po debiucie.







.

No hay comentarios:

Publicar un comentario en la entrada