martes, 13 de septiembre de 2016

DANIEL NABOROWSKI [19.138]


Daniel Naborowski 

Daniel Naborowski. Nació el año 1573 en Cracovia, Polonia,  murió el año 1640 en Vilnius. Poeta polaco barroco, diplomático y traductor, seguidor del calvinismo.

OBRA:

Błąd ludzki,
Cień przypisany Ks. Ks. JM Januszowi Radziwiłłowi, podczaszemu naonczas W. Ks. LA 1607,
Cnota grunt wszytkiemu,
Do Jego Książęcej Mości Pana... Janusza Radziwiłła Pana Mego Miłościwego,
Do Najjaśniejszego Władysława Zygmunta...,
In Werki solatium,
Krótkość żywota,
Kur na krzcinach oddany małemu wielkiej nadzieje Radziwiłłowi...
Malina,
Marność i Na toż,
Pieśń ad imitationem Horatiuszowej ody "Beatus ille, qui procul negotiis",
Róża przypisana na kolędzie Księciu Imci Krzysztofowi Radziwiłłowi,
Treny na śmierć Księcia Radziwiłła, kasztelana wileńskiego,
Tryumf Miłości. Poema Franciszka Petrarki,
Votum, a także zbiory wierszy:
Naeniae a diversis scriptae in Exequias Illustrissimi Principis Dni Janussi Radivili , wydrukowany w miejscowości Lubcz nad Niemnem (1621),
Lacrumae Danielis Naborovi ... (siedem utworów łacińskich), drukarnia Konrada Waldkircha.
Daniel Naborowski był także tłumaczem: Triumfu miłości Petrarki , Triumfu wiary du Bartasa , Descriptio gentium Sarbiewskiego i Pieśni Lobwassera.


Brevedad de la vida

Una tras otra las horas pasan de manera inconsciente.
Vivió un antepasado y tú mismo viviste; un descendiente nace.
Una breve advertencia: lo que eres hoy no lo serás mañana.
Y ya que fuiste, tendrás nombre de muerto.
Sonido, sombra y humo; viento, luz, voz, un punto:
es la fama del hombre.
El sol que ya pasó no vuelve a amanecer.
Una rueda imparable lleva el tiempo fugaz.
Algunos ya cayeron: propio es de la vejez.
Cuando esto piensas es que ya todo fue.
Nuestra existencia dura del nacer al morir
menos que un parpadeo. Muchos hubo
que su tumba encontraron en su cuna,
y hallaron en su madre su propia sepultura.

Daniel Naborowski, incluido en Antología de la poesía polaca desde sus orígenes hasta la Primera Guerra Mundial (Editorial Gredos, Madrid, 2006, ed. y trad. de Fernando Presa González).



ŁOWY

Cicho, cicho, Kupidynie,
Tu w tej zielonej krzewinie 
Lub pada, lub słońce wschodzi,
Śliczna łani się przechodzi. 
Wej, trop świeży! Serce czuje,
Że gdzieś pobliżu żyruje. 
Weźmi łuk i prętkie strzały:
Ono, ono, zwierz zuchwały! 
Teraz strzelaj, Kupidynie,
O ślepy Wenery synie! 
Coś uczynił najlepszego?
Mnieś postrzelił, a prętkiego
Zwierzaś chybił; on przez szkody
Przez gęstwy gdzieś i przez wody 
Przepadł i nie masz nadzieje,
Że się wróci do tej knieje. 
Ja z łowu, łowczy ubogi,
W sercu niosę postrzał srogi.




MIŁOŚCI WSZYTKO RÓWNO

Nie dba miłość na świecie o wysokie stany,
O wielkie majętności, o ród zawołany. 
Fraszka u niej posagi z wyprawą gotową
I król sielankę lubi, sielanin królową.



DO JEDNEJ

Jeśli to prawda, że kto rano wstaje,
Temu też szczęścia więcej Pan Bóg daje, 
Świt by mię budził, bym za swe niespania
Mógł przyjść, me serce, do twego kochania.




RESPONS NIESPODZIEWANY

"Topić - mówił małżonek - rogacze potrzeba."
Żona na to: "Uczyć sie, miły, pływać trzeba."




OSZUKANIE

Rozśmiej się, Kochanowski, jesli słyszysz w niebie!
Do fraszki nad fraszkami trzeba było ciebie, 
Jak niedawno małżonka jednego uczono,
Gdy miasto zaręczonej inszą przywiedziono.
Gdy stanął na kobiercu, o pulsy! O żyły!
Jakoście u takiego pacyjenta biły,
Kiedy musiał za wdzięczne to wszystko przyjmować.
Trudna, bo nielza było naonczas brakować.
Żart wprawdzie nie uraził do śmierci nikogo,
To, wierę, z żartów wyszło: na śmierć zakpić z kogo.




NA P. CIOŁKA

Ciołek chcąc być małżonkiem udał się do wdowy,
Ale na pierwszym wstępie miał respons takowy:
"W domu moim na obiad zjedzą wołu cało,
A ciołka by mi ledwie na śniadanie stało." 
Ciołek niewiele myśląc: "Pani miłościwa,
I z ciołka - rzecze - spory byk za czasem bywa."




JEZUITA

Jak błogosławiony z błota,
Jak złodziej rzeczon od złota,
Jak szwiec od świece nazwany, 
Jak człowiek, człek malowany, 
Tak Jezuita z Jezusa, 
Strzeż się go, własna pokusa.



DO ZŁEJ BABY

Babo bez zębów brzydka, babo nieszczęśliwa,
Babo niewdzięczna, babo cnocie nieżyczliwa, 
Babo pełna zdrad, babo pełna niesforności,
Babo zwodnico dawna, babo szczyra złości, 
Babo, która przedawasz panienki cnotliwe,
Babo, która namawiasz mężatki wstydliwe, 
Babo niemiłosierna, którą jad wydawa,
Babo, na której skóra jak żaba chropawa,
Babo smrodliwa, pełna plugastwa wszelkiego,
Która o nikim słowa nie rzeczesz dobrego,
Przeklęta babo sama, co przeklinasz ludzi,
Babo, którą czart zawsze na cnotliwych budzi, 
Pijanico wierutna, zamtuzie wytarty,
Która cycem obwisłym karmisz młode czarty,
Babo sekutna, która swoim czarowaniem
Przechodzisz i Medeą, i Cyrce, mym zdaniem,
Babo, któraś niegodna, że cię ziemia nosi,
Kiedy cię z kwaśną twarzą sam diabeł roznosi, 
Babo, któraś się nigdy grzechów nie kajała
Ani tym suczym okiem na nie nie płakała,
Babo, która gdy puścisz wiatr z zadu sprośnego,
Pukasz właśnie jak z działa gnojem nabitego, 
Babo wdzięczna jak tygrys abo niedźwiedzica,
Babo takiego jako Tyzyfone lica, 
Lubo Megera, lubo której życzy sobie 
Szatan, aby się w piekle mógł ogrzać przy tobie,
Wiedmo i sykofanto z swymi pacierzami,
Które jako kot morski markotasz zębami, 
Babo, która to czynisz, że nad przyrodzony
Bieg swój strumień potężny bywa w zad wrócony,
Babo, która na ziemię ściągasz miesiąc z nieba,
A jasne słońce czynisz ciemne, jako trzeba, 
Gdy jedno zachcesz swymi niezbożnymi słowy,
Babo, której wzrok wilczy urok jest gotowy 
Małym dzieciom, że w łonie u matek schnąć muszą,
Babo czartu oddana i z ciałem, i z duszą, 
Godna nie tak powroza, by cię obieszono,
Ale raczej, aby cię na popiół spalono, 
Babo pełna trucizny wszelakiej i jadu,
Babo, któraś czartowi wyleciała z zadu,
Babo, która swoim tchem powietrze zarażasz,
Babo, która na każdy dzień Boga obrażasz, 
Babo bezecna, i tak myślisz sama sobie,
Że się Bóg sprawiedliwy nie pomści na tobie,
Nieszczęsna sekutnico, któraś już tak siła 
Panieneczek uczciwych panieństwa zbawiła, 
Handlując jak szkapami, nad prawo do tego,
Paniami poczciwymi i domu zacnego, 
Nie boisz się piekielnych sędziów za swe złości,
Eaka, Radamanta, Minosa srogości,
Skryj się, sprośny babsztylu, powietrzna zarazo!
Skryj się, wieku naszego nieszlachetna zmazo, 
Któraś światu znajoma sprawami brzydkimi,
Przechodząc i Taidę wszeteczeństwy swymi, 
Babo, która gorącem ogona chciwego 
Przewyższyłaś Laidę Koryntu sławnego, 
Babo - niech mi odpuści, kto czyta - tak zdrowa,
Że więcej gnoju puszczasz niż największa krowa, 
Babo, która jak kozieł śmierdzisz szczyrym potem
I wszędy parchu pełno za twoim obrotem,
Stary kurpiu i wiechciu, i regestrze stary,
Godnaś, Lucyperowi żeby cię dać w dary, 
Boś jest wyobrażeniem a właśnie owego,
Co wieniec ma na wierzchu z szybu smrodliwego,
Popraw się, babo, na tej swojej wdzięcznej twarzy 
Albo mi się za jedno tysiąc złych słów zdarzy.



MARNOŚĆ

Świat hołduje marności
I wszytkie ziemskie włości;
To na wieki nie minie,
Że marna marność słynie. 
Miłujmy i żartujmy,
Żartujmy i miłujmy, 
Lecz pobożnie, uczciwie,
A co czyste, właściwie. 
Nad wszytko bać się Boga -
Tak fraszką śmierć i trwoga.









.

No hay comentarios:

Publicar un comentario en la entrada