miércoles, 24 de agosto de 2016

JAN BOLESLAW OZÓG [19.068]


Jan Bolesław Ożóg

Jan Bolesław Ożóg, nacido el 1 de marzo de 1913 en Nienadówce, Polonia, falleció el 1 de marzo de 1991 en Cracovia. Poeta polaco, escritor y columnista, considerado el mayor representante de la autenticidad, miembro y co-fundador de la literatura Bárbara.

Inicialmente, estudió en el Instituto Teológico en Przemysl. Se graduó en Estudios Polacos en la Facultad de Humanidades de la Universidad Jagellónica. Hizo su debut en 1935 en Okolica Poetów. Durante la guerra, en los años 1943-1944 participó en la enseñanza secreta, era un soldado de AK, tomó parte en la lucha contra la guerrilla en 1944. Luego, en 1944-1945 trabajó como profesor en Sokolow Podlaski, en los años 1945 a 1950 en Radom, y en los años 1950 a 1951 en Bochnia. Desde 1950 vivió en Cracovia.

Fue enterrado en el cementerio de Rakowicki y en la lápida indica como fecha de su muerte el 28 de febrero 1991.

Poesía:

Wyjazd wnuka, 1937
Ogier i makolągwa, 1939
Kraj, 1945
Zielony wiatr, 1958
Jemioła, 1966
Ziemia Wielkanocna, 1969
Wyspa Barbarus, 1973
Gdy wilk pije piwo, 1980

Prosa:

Zbiory opowiadań

Chustka, 1958
Popiół mirtowy, 1962
Kiedy ptaki odleciały, 1969

Powieści

Bracia, 1969
Cienie ziemi, 1970



Kolumbowie

[El término Kolumbowie proviene de una novela de Román Bratny (Cracovia, 1921) titulada Kolumbowie, Rocznik 20 (Kolumbowie, la Quinta del 20) del año 1957. Designa a la generación de jóvenes polacos cuya juventud transcurrió durante la II Guerra Mundial y en cuyas acciones bélicas tomaron parte activa.]

Hace tiempo
encargamos ataúdes.
Cuando llega el otoño los llevamos arriba
y en el fondo ponemos manzanas olorosas.

De momento nos sirven de despensa
y huelen a manzana
y se las vamos dando a nuestras nietas
para que se las lleven a la escuela.

Alguno con dos sables
cual alas sobre sordos y agrietados oídos
suelta su perorata
junto a las largas mesas
de torpes bebedores de cerveza
y aprieta con las manos el corazón inquieto.

Le diré que lo suelte,
que ya no nos engaña,
que los sables de junco cuando están en sus manos
no se transforman raudos en acero.
Que sobre la cabeza
haga batir las alas
hasta que con el féretro lo esparzan.

Nosotros
tenemos ataúdes de madera
pero los reservamos para la Fiesta Grande.
De momento subimos con escalas de mano levantamos
sus tapas y olemos las manzanas.

Jan Bolesław Ożóg, incluido en Poesía polaca contemporánea (Ediciones Rialp, Madrid, 1994, selec. y trad. de Fernando Presa González).




Wiersze wybrane

PUSTA WIEŚ

Stanisławowi Piętakowi

Gdzie powój woła z suchej gliny
i groszek dziki czerwienieje
jak buty z bryczki kardynała,
i sen o wianku z nóg dziewczyny,
i zieleń w zieleń siemię sieje,
i z pługa marznie lilia biała,
i nikt nie wróci, nikt i nikt...
Gdzie trawą porośnięte wozy
i kwiat cykorii u kamienia,
i nad kamieniem czy kwiat nieba,
czy obłok aż do kolan brzozy,
i ćma w narcyza się zamienia,
i kminek pachnie kołem chleba...
Irysy topią berła w wodzie,
szablami dzwonią po strumieniu
i schodzą w zmierzch ze wzgórz dziewanny.
Na żerdzie płotów z dzbankiem w cieniu
nie wyjdą z chat zielone panny
i księżyc mnie już nie ubodzie
rogiem złoconym w starym sadzie,
gdy znów przybiegnę tu, jak dawniej,
z harmoszką do kochanej mojej.
I ptak samotny spać się kładzie –
i w progu wsi kostnica stoi.



POEZJA

Poezja to zapach, to kwiatuszek jak ważka
ukosem po lipie nad stawem przelatywał.
A mój wiersz to taki kościółek w pokrzywach:
na ceglanym murku czarna gliniana flaszka.

O anieli o skrzydłach jak sklepane kosy,
przyjmijcie mnie tą nutą w zachód dnia lub wschód.
Tam są brzozy i wiśnie poetyckich wiosen a to mój dom u dawno malowanych wrót.



KIM JESTEM

Czy ja – to ten na kolanach strażaka od Grobu
z pierwszym fiołkiem dla Wielkiej Soboty –
co się kocha w ciotce mojej nadaremnie?
Czy też to ten z brodą i palcami
na klawiszach fisharmonii?
Ja – pastuch z jałówkami jak cebule na powrozie?
Ja – ten z wargą rozerwaną kłami wilka?
Czy ja też syn
organisty spędzonego z gniazda kwoki,
czy z jaczejki abiturient
gimnazjum z zieleni,
oskarżony, osaczony,
od-ka-żo-ny?
Czy ja akolita – z kadzielnicą?
Donoszący do ołtarza mszał miast pastorału?
Ja – ekskleryk
od ołtarza wprost, od wersów epistoły
uniesiony w rzekę pod las na żniwiarki nagle?
Ja – brat siostry, której macać nie śmiem we śnie?
Ja akowiec ze stenem jak fletem na plecach,
z jajami granatów u pasa
i z torbą na kości przez ramię?
Ja – kowal ogiery kujący dla kobył?
Ja – belfer w liceum promocję dający na bachę?
Czy to kry, kry i przeręble nieba –
i ja wśród kier Wisłą pędzę
motorówką w huku armat obu frontów?
Ja – pacjent w szpitalu dla psychicznie chorych?
Buldożerem spychający motewkę na klocku
i cerkiew z ikoną do rzeki?
Ja? Kim jestem z nich naprawdę?
Kim z nich jestem!
Abym nie uciekał
od miasta do miasta,
aby zgubić się w nim – w lesie obcym i dalekim!



Z RUSI

Godzina pełnej boskiej chwały na górze i w dole,
i w niebie — i powój w wądole
i żlebie — komosa,
jałowce, podbiały!
Dookoła u-cha, u-cha! —
wiecha serdeczna, nadobna,
jak dzika i cicha,
pogrobna pogańska dziewucha!

Więc nagi konopny podołek
i gęba rozkwitła,
dech lilii,
i srom prawieczny i dziki,
i wargi omszone i miękkie
jak wargi dwuletniej kobyłki.

Pomiędzy wargami jak skrzydła motyli grube,
popuchłe, czerwone dwa kurze grzebyki.
Narcyz spod kolan patrzy sennie,
podgląda wiatr ją spod krzaka tarniny.
Ta wiocha z cerkiewką kozaczą.
Za stepem dwa stare kurenie i sochy,
i płoty z wikliny.
Z leszczyny szczebiocą dwa kosy
i śmieją się, śmieją i płaczą
półnagie w obłokach niebiosy.
Ruś polska i święta pogoda —
wieś mocna jak ruskie nieszpory,
wieś naga i dzika, i młoda.




ATTIS

Palce mi odrąbcie, gdzie się powieszę,
Na okopisku mnie zakopcie -
osobno palce, zęby, golenie i łokcie.
Gdzie się powieszę,
jodłową gałąź na mnie rzućcie,
Gdzie się powieszę,
wiszą zgniłe węże zeschłymi ogonami na gałęziach.
Na szyi boga się powieszę stryczkiem żmii.
Gdy bóg popełnia samobójstwo,
jak bóg mi dajcie objąć szyję sosny.
Na fiołki ścieka krew z fallosa.
Jak się powieszę?
Powieszę się na sierpie boga.
To fallos spada z sierpa w ostrą rosę,
została dziupla po fallosie.
Co na śmierć sierpem ścięte - sierpu.
Co boskie - to najdzikszej ziemi.
Krew boga pachnie między nami.
Dopłynę między lędźwie jego gałęziami,
gdy się powieszę.
Rozkwitłe pokrwawione fiołki,
gdy się powieszę w czarnym poczerniałym lesie!







.

No hay comentarios:

Publicar un comentario en la entrada